Edukacja domowa w praktyce

Pierwsze 4 miesiące za nami! – edukacja domowa w praktyce

FacebookTwitterLinkedInGoogle+PinboardPinterestDiigoEmailPrint

Chociaż od pierwszego dzwonka w szkole minęło ponad 4 miesiące, my liczymy czas od momentu kiedy przyszły podręczniki. Przez reformę edukacji (2017r.) większość szkół miało opóźnienia z wydaniem książek. Dzięki temu zyskaliśmy dwa tygodnie wakacji.

Moment, w którym Z. rozpakowała podręczniki  i stwierdziła:

„To jest to samo co w przedszkolu…, miała być prawdziwa nauka….”

zostanie mi na długo w głowie. Tego dnia rozczarowaniu  nie było końca. Z Mężem wymyśliliśmy na szybko, że Z. po prostu je uzupełni, a potem zastanowimy się co będzie dalej. Córka przystała na to rozwiązanie.

Na początku nie mieliśmy pojęcia jak i od czego zacząć naukę, więc największy akcent położyliśmy na sport i aktywność na powietrzu. Wyszukaliśmy realne do zrealizowania zajęcia sportowe i z całej przedstawionej przez nas palety Z. wybrała piłkę nożną (??!!) i pływanie. Każde dwa razy w tygodniu.

Tymczasem pewnego wieczora My, nadal „zieloni” Rodzice ustaliliśmy, że Tata bierze się za angielski i informatykę,  a mama za resztę, czyli szeroko pojętą realizację elementarza, ćwiczeń, wypełnianek, itd.

Przyznaję, że weszłam na stronę wydawnictwa, by przeczytać wytyczne dla nauczycieli, program zajęć i inne udostępnione materiały. Jednak szybko odpuściłam tą lekturę. Gdybym zdecydowała się realizować zalecenia wydawnictwa musiałabym przygotowywać się niemal godzinę dziennie, a Z. rozwiązanie tego co przygotuję zajęłoby 15 min.

Postanowiłam spróbować spontaniczności, co z moim charakterem nie jest najłatwiejszym zadaniem. Okazało się, że zadziałało zostawienie Z. sam na sam z książką. Sama zdecydowała, że chce zacząć od matematyki, a potem poszło z górki.

Normalny dzień

edukacja domowa w praktyce

W zależności od dnia ja lub Mąż jesteśmy do południa w domu. Środkowa córka A. jest w przedszkolu, a najmłodsza L. w domu. Nie będę pisać za Męża, ale mój poranek wygląda z dziećmi niemal tak samo. Oczywiście mam na myśli dni kiedy nie mamy gości lub gdzieś nie wyjeżdżamy.

  • ogarniamy siebie;
  • zjadamy śniadanie (+ kawa dla dorosłych 😉 );
  • Z. wykonuje czynności, które zobowiązała się wykonywać (otrzymuje za to ustalone z nami wynagrodzenie, ale to jest temat na oddzielny post);
  • czas absolutnie luźny – dziewczyny się bawią, Z. czyta, gra układa puzzle – do momentu kiedy L. zasypia;
  • nauka – od 0,5 do 1,5 godziny – w zależności od długości snu L. 😉
  • czas luźny, przygotowanie obiadu.

Popołudnia i wieczory to czas na relacje, treningi, wyjazdy, a czasem po prostu lenistwo. Nauka zamyka się zawsze przed południem.

Edukacja domowa w praktyce

Z. codziennie sama wybiera co będzie robić. Preferowała matematykę. Gdy męczyła się liczeniem zabierała się za ćwiczenia z pisaniem i czytaniem. Niektóre dni były zupełnie plastyczne. Czas na naukę spędzam z Z., ale nie siedzę „nad nią”. Najczęściej czytam jakąś książkę albo zajmuję się korespondencją firmową. Gdy Z. napotyka trudności i nie rozumie czegoś – wprowadziłyśmy zasadę, że najpierw czyta powtórnie polecenie na głos, potem wolniej i jeżeli faktycznie nie zrozumie dalej, to ja wkraczam z tłumaczeniem.

edukacja domowa w praktyce

Powtórka z przedszkola

Z. faktycznie szybko przeszła przez książki (3 elementarze, 6 zeszytów ćwiczeń).  Jak sama określa – wszystko już było w przedszkolu, tylko opowiadania Pani czytała, a teraz czyta sama. Kończymy już materiał. Plan mamy taki, że do ferii zimowych zrobimy wszystkie plastyczne prace, wyklejanki itp, potem posprzątamy i oficjalnie „zakończymy” pierwszą klasę.

Ferie będą wyjazdowe. Dobrze, że śniegu nie brakuje.

W następnym poście opiszę co najbardziej mnie irytowało, a czasem doprowadzało do „szewskiej pasji”. Później co mnie zaskoczyło pozytywnie.

Po raz pierwszy zostawiam pod postem możliwość pozostawienia komentarzy. Zatem zapraszam do komentowania.