beata kącicka

Wywiad z ortoptystą – Beata Kącicka

FacebookTwitterLinkedInGoogle+PinboardPinterestDiigoEmailPrint

Dzisiaj poznamy kolejną osobę, która łączy swoją pracę z pasją. Pani Beata Kącicka jest ortoptystą i tyflopedagogiem. To jest niesamowite, że kolejna osoba połączyła swoje życie osobiste z życiem zawodowym.  Przeczytajcie sami!

1. Jest pani ortoptystą i  tyflopedagogiem. Kim jest ortoptysta, a kim jest tyflopedagog?

Ortoptysta zajmuje się diagnostyką oraz doborem ćwiczeń mających na celu usprawnić funkcje wzrokowe za pomocą specjalistycznej aparatury. Adekwatnie organizuje rodzaje, metody i techniki oraz wykonuje ćwiczenia w niedowidzeniu i zaburzeniach widzenia obuocznego dostosowane do możliwości i wieku pacjenta. Prowadzi dokumentację okulistyczną i ortoptyczną.

Będąc na kierunku „Ortoptystka” zadano mi pytanie czym zajmuję się jako tyflopedagog. Wówczas padły bardzo trafne słowa podczas szerszej dyskusji. Jestem, pewnego rodzaju „pomostem”, łącznikiem, kierunkowskazem, wsparciem. Tyflopedagog prowadzi zajęcia dydaktyczno- wychowawcze i opiekuńcze z dziećmi i młodzieżą niewidomą oraz słabowidzącą. W moim przypadku praca tyflopedagoga dotyczy dzieci i młodzieży od przedszkola do gimnazjum.

To działania dostosowane do możliwości psychofizycznych każdego podopiecznego, nauczanie dzieci sprawnego poruszania się w przestrzeni, wspomagania i wspierania w zakresie koordynacji wzrokowo- ruchowej, usprawnianie funkcji innych zmysłów. Istotnym elementem pracy tyflopedagoga jest przekształcanie bodźców wzrokowych w postać dostępną dla niewidomego dziecka, tj. zastępowanie ich bodźcami słuchowymi lub dotykowo- kinestetycznymi, przy użyciu najbardziej przydatnych                        i efektywnych środków, takich jak: pismo Braille’a, „książki mówione”, wypukłe mapy, magnetofonem, itp.;
W przypadku pracy ortoptystki czy też tyflopedagoga ważnym jest fakt, iż poznając specyfikę dysfunkcji każdego poszczególnego podopiecznego powinniśmy zapewnić każdemu dziecku jak najwięcej sposobności do znajdowania najbardziej odpowiednich warunków do pracy, nauki, ćwiczeń- takich jak: oświetlenie, kąt patrzenia, wielkość czcionki itp. Oczywistym staje się zatem indywidualizacja pracy z każdym dzieckiem, ze względu na zróżnicowane możliwości wzrokowe, różny stopień ich wiedzy intelektualnych, stan zdrowia i sprawności ogólnej, cechy charakterologiczne.

Wywiad z ortoptystą Beata Kącicka

2. Dlaczego wybrała pani taki zawód i kierunek kariery?

Poniekąd mogłabym stwierdzić, że kierunek i droga wybrały się same za sprawą szczęśliwego zrządzenia losu. W roku 2001 rozpoczęłam pracę w placówce- Gdyńskiej Szkole Społecznej, w której uczą się dzieci niewidome i niedowidzące razem w rówieśnikami bez dysfunkcji wzroku, w normie intelektualnej. Byłam wówczas po magisterskich studiach pedagogicznych. Zaczynając pracę w szkole, na samym początku zostałam przeszkolona w alfabecie Brailla i rozpoczęłam swoje nowe wyzwanie. Na mojej drodze stanął wówczas, na całe szczęście, niezwykły siedmiolatek- Kuba, który był niewidomy, ale ciekawością świata otwierał drzwi niemożliwe do otwarcia i mówił żartobliwie (aż po dziś dzień) „ nie widzę problemu”. W działaniach edukacyjnych zawsze wspierał nas szkolny tyflopedagog, lecz dzięki mojemu pierwszemu uczniowi, funkcjonującemu z dziećmi sprawnymi wzrokowo w klasie, czułam, że muszę wiedzieć więcej, aby moja forma przekazu była jak najbardziej trafna. Stało się to możliwe w roku 2007 dzięki studiom podyplomowym w Warszawie- Akademii Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej kierunek tyflopedagogika. Tam usłyszałam od wykładowców między innymi słowa, że nasza szkoła jest chlubnym wyjątkiem dając szansę integracji dziecięcej, nieocenioną wartością jest możliwość powrotów po lekcjach do domów rodzinnych bez konieczności przebywania w internatach dla dzieci niewidomych i słabowidzących. Utwierdzałam się w tym przekonaniu coraz bardziej i  tak samo jak uczniowie z dysfunkcją wzroku chcieli poznawać świat widzących ( na tyle na ile to możliwe) tak i ja chciałam od nich nauczyć się jak najwięcej.

W roku 2008 urodziłam drugą córeczkę. Gdy miała 2,5 roku okazało się, że ma 20% widzenia w jednym oku i 60% w drugim. Rozpoczęły się zmagania o „wyjście” z niedowidzenia oraz widzenie obuoczne. Trafiliśmy pod bardzo dobre skrzydła w tym zakresie, a ja wówczas zdałam sobie dodatkowo sprawę z tego, że jeszcze wiele dobrego jest do zdziałania, a taki kierunek zawodowy jak ortoptystyka stałby się dopełnieniem moich kompetencji i mógłby pomóc wielu osobom. Obserwując jak córka ćwiczyła na zajęciach z ortoptystką coraz bardziej zaczęła mnie interesować ta dziedzina, tym bardziej, że efekty pojawiały się i matczyne serce było szczęśliwe i przekonane o słuszności i efektywności tychże działań. Zainteresowałam się kierunkiem w szkole medycznej w Gdańsku i w zeszłym roku zdałam egzaminy państwowe. Dzisiaj już wiem, że tyflopedagogika i ortoptyka powinny stanowić nieodzowny duet.

3. Na czym polega Pani praca i do kogo jest skierowana.

Moja praca, codzienność- to bycie nauczycielem, edukacja wczesnoszkolna oraz pełnienie funkcji tyflopedagoga. Zdaję sobie sprawę, że wśród dzieci sprawnych wzrokowo, często mających trudności szkolne, wiele z nich jest natury wzrokowej. Zakres kompetencji uzyskanych na kierunku ortoptystyki bardzo poszerzył moje horyzonty. Wówczas  uświadamiam i kieruję rodziców w odpowiednie miejsca. Prowadząc LOOK Gabinet Leczenia Zeza i Niedowidzenia zanim wydam pochopną tezę w kwestii umiejętności lub trudności u dziecka nie omieszkam sprawdzić i eliminować podłoże związane ze wzrokiem.

4. Które zaburzenie wzrokowe wymagające terapii spotyka Panią najczęściej?

Mając na uwadze miejsce mojej pracy to niedowidzenia wiodą prym. Jednakże coraz częściej spotykam się z zaburzeniami ruchomości gałek ocznych, ruchami sakkadowymi . Niedomoga konwergencji też staje się częstym tematem rozmów  z rodzicami.

5. Które zaburzenia wymagające terapii jest najczęściej niezauważone przez rodziców?

Często są to niedomogi konwergencji, ale również problemy z fuzją. Niejednokrotnie rodzic poszukuje różnorodnych przyczyn, które uniemożliwiają doskonalenie techniki czytania, skupienia uwagi na powierzonych dziecku zadaniach, a bardzo często powyższe dwa zjawiska skutecznie uniemożliwiają bądź utrudniają codzienne szkolne i nie tylko szkolne zmagania. I nie jest to oczywiste patrząc gołym okiem rodzica na swoje dziecko, a wówczas wymagania względem dziecka rosną, a w dziecku rodzi się bunt i frustracja. Przejmując rolę edukatora rodzica stawiam sobie za cel wytłumaczenie i pomoc w zrozumieniu problemu oraz jak mu zaradzić.

6. Jak wygląda Pani normalny dzień pracy?

Mój dzień jest obfity w różnorodność. Wczesna edukacja, zajęcia tyflologiczne indywidualne oraz popołudniowe ćwiczenia pleoptyczne, ortoptyczne w zależności od potrzeb. Prowadzę też zajęcia taneczne, na które również uczęszczają dzieci słabowidzące, lecz to już zupełnie inna historia.

Beata Kącicka

7. Czy praca tyflopedagoga i ortoptysty jest trudna?

Nie, jeśli robi się to z pasją. Gdy uskrzydlają sukcesy dziecka, zarówno w zakresie tyflo jak i ortoptyki to wówczas człowiek utwierdza się w przekonaniu, że to jest właśnie to, co chciało się robić, poznawać całe życie. Kiedy wychowankowie lub pacjenci odnoszą małe sukcesy, na które przyszło im rzetelnie, długotrwale pracować to każdy z takich dni uskrzydla.

8. Jak wygląda współpraca rodziców i pani?

O współpracy z rodzicami było trochę informacji w powyższych pytaniach, jednakże bardzo chciałabym zwrócić uwagę na współpracę z nauczycielami i kadrą szkoły. To cudowny grunt, gdy wychowawca ma obraz dysfunkcji ucznia i nie są to niewiele mówiące laikowi adnotacje w dokumentacji okulistycznej bądź zapisek z PPP (Poradni Psychologiczno- Pedagogicznej)- „dziecko słabowidzące”. Osoby, z którymi mam przyjemność pracować w GSS są zainteresowane swoimi wychowankami, chcące poznać oraz przede wszystkim zrozumieć trudności z jakimi boryka się wychowanek. Wspólnie poszukujemy jak dopomóc, wesprzeć, pozwolić, by dziecko wzrastało                         w przyjaznej atmosferze w poczuciu własnych sukcesów.

Jeśli chodzi o rodziców to jest to otwarta postawa z obu stron. I dotyczy to rodziców dzieci z niepełnosprawnością wzrokową uczęszczających jako uczniowie do naszej placówki. Jeśli chodzi o tzw. pacjentów zewnętrznych i ich rodziców to odnoszę wrażenie, że w zakresie terapii pleoptycznej, ortoptycznej trudno im pokonać barierę czasu poświęconego na terapię. Mam wrażenie, że tkwi w nich przekonanie, że uda się to wszystko „naprawić” najlepiej na jednej sesji, a trudno im uwierzyć chyba w fakt, że to bardzo długotrwały proces. Zawsze wypowiadam się też jako rodzic, przede wszystkim rodzic, który po 6 latach terapii pleoptyczno- ortoptycznej może powiedzieć „udało się!”, choć stereopsja jeszcze nie daje za wygraną.

9. Jakie ma Pani największe marzenie zawodowe i niezawodowe?

Nie ukrywam, że moje marzenia zawodowe coraz bardziej krążą w temacie oczu.   Może kiedyś całą siebie poświęcę na tyflopedagogikę i działania ortoptystyczne.

Wówczas edukacja szeroko pojęta w tym zakresie, może prelekcje w poradniach pedagogicznych, szkołach, nawiązywanie specjalistycznych kontaktów w szerszym znaczeniu tego słowa.

Optometria też chodzi mi po głowie, jednakże jak na razie co doba staje się zbyt krótka. Póki co moja 15 letnia córka deklaruje w przyszłości, iż uda się na ten kierunek widząc oczne „zafiksowanie” mamy i wiele emocji w tym temacie.

Marzeniem zawodowym jest też to, aby móc po wielu latach swojej pracy, niezależnie czy na gruncie nauczycielskim, tyflopedagogicznym czy ortoptycznym spotykać swoich wychowanków i cieszyć się ich zaradnością w codzienności. Tak się dzieje do dziś z moim pierwszym wychowankiem Kubą, o którym wspomniałam na początku wywiadu. I nie tylko z Kubą. Serce się raduje.

Z niezawodowych marzeń… by moje dzieci- dwie córki były szczęśliwe, a ich najbliższa lub dalsza przyszłość dawała im poczucie spełnienia i zadowolenia w środku serduszek ich obu.

10. Co Panią cieszy w pracy?

Cieszy mnie, gdy rzeczy niemożliwe stają się możliwe. Gdy przy dziecięcych zmaganiach z codziennością pojawia się uśmiech, zadowolenie z siebie, ugruntowane poczucie własnej wartości. Cieszą mnie rzeczy małe, roześmiane buzie dzieci; większe (uczeń niewidomy i tabliczka mnożenia na kubarytmach nie sprawiająca trudności) i te większego kalibru jakim są sukcesy medyczne- wzrokowe.

11. Co najbardziej frustruje?

Odpowiem nieco szerzej. Będąc mamą i odkrywając, że córka jest dzieckiem niedowidzącym w wieku 2,5 lat czuję frustrację w zakresie oporów i czasami małej świadomości lekarzy pediatrów (oczywiście nie wszystkich) w zakresie zezujących dzieci. Więcej zaufania do mam, które widzą, gdy nawet nikt nie widzi, że dziecko zezuje. Obligatoryjnie, uważam, powinny być wprowadzone badania typowo okulistyczne wśród małych dzieci. Nie czekając do jakiegoś bilansu, przy czym badania u pediatry też pozostawiają wiele do życzenia. Bardzo mnie to frustruje ilekroć o tym mówię – to fakt. Moja córka i tak miała szczęście. Jednakże wiele jest przypadków, że niedowidzenie jest wykrywane u 6 latków, w związku z wkroczeniem do zerówki bądź szkoły. Może to jednostkowe sytuacje, ale nie sądzę. Zatrwożyło mnie, gdy uczęszczałam na praktyki ortoptyczno- pleoptyczne do specjalistycznego szpitala w Gdańsku i wówczas ćwiczyła tam dziewczynka mająca 12 lat, a ćwiczenia pleotyczne były jej pierwszymi w życiu. Gdzie wcześniejsza obligatoryjna diagnostyka? Czasem może nieświadomość rodzicielska (nie wiem jak było  w tej kwestii w wyżej wymienionym przypadku) … temat przykry, dający mi osobiście wiele do myślenia.

12. Co chciałaby Pani przekazać Rodzicom?

Nawiązując do powyższej wypowiedzi chciałabym powiedzieć Rodzicom małych dzieci, aby ufali swojej intuicji i gdy widzą „lecące” oczko wierzyli temu co widzą                                     i sprawdzili to u specjalistów za wszelką cenę.

Niezwykle ważna jest współpraca między Rodzicami, nauczycielami, specjalistami. Nie bójcie się proszę skierowania do poradni, orzeczenia o niepełnosprawności, gdy to konieczne. To wszystko ma dopomóc Waszemu dziecku, a nie zaszkodzić.

Chciałabym przekazać również, że dzieci niedowidzące czy niewidome zaskakują nas swoim funkcjonalnym widzeniem- zarówno specjalistów, nauczycieli jak i niejednokrotnie Rodziców.  I gdy czasem rodzic stanie na skraju i usłyszy, że z medycznego punktu widzenia nic się nie da zrobić to dołóżmy my wszyscy wszelkich starań, aby znaleźć pomost, rozwiązania i dać żyć pełnią siebie- na tyle na ile to możliwe.

Zanim zaczęłam pracować w wyżej wymienionej szkole i wiedziałam o jej specyfice, wówczas pomyślałam, że zapłaczę się chyba ze smutku nad dziecięcą niepełnosprawnością. Stało się całkowicie odwrotnie. To właśnie wychowankowie nauczyli mnie, „że oni TYLKO nie widzą”, a my ze swojej strony mamy znaleźć sposób, wiele, różnorodnych rozwiązań na pokazanie im świata  jak najlepiej nie hamując przy tym ich osobistych marzeń, pragnień. I dzisiaj obserwując już dorosłych swoich wychowanków wiem, że udowodnili całemu światu, że oni „TYLKO nie widzą”. Chwała im za to, że dali mi taką lekcję!

Za tę lekcję dziękuję Kubie N., Magdzie R., Magdalenie K., Dawidowi P., pani Helenie U.(naszej cudownej niewidomej instruktorce Braille’a)  i wszystkim tym, którzy dołożyli swoją cegiełkę do mojego, po tylu latach obcowania z Wami, innego spostrzegania otaczającej mnie codzienności.

13. Gdzie możemy Panią znaleźć?

LOOK Gabinet Leczenia Zeza i Niedowidzenia oraz Gdyńska Szkoła Społeczna ul. Kapitańska 37 Gdynia, Tam jest moje miejsce.

A bardziej wirtualnie strona na:

https://www.facebook.com/LOOKGabinetleczeniazezainiedowidzenia

Przy okazji polecam jeszcze Oczko- projekt wieloletni stworzony przeze mnie  i panią Kasię M.- tyflopedagoga, z którym rozumiem się bez słów. Projekt ten skierowany jest do dzieci niewidomych i niedowidzących finansowany ze środków Urzędu Miasta Gdyni i PFRON-u w poprzednich latach, a w tym roku z funduszy Gdyńskiego Centrum Zdrowia.

Beata Kącicka

 

____________________

Notatka biograficzna:

Notatka biograficzna- mgr Beata Kącicka

W roku 2001  podjęłam pracę w Gdyńskiej Szkole Społecznej jako nauczyciel edukacji wczesnoszkolnej, w której dzieci niewidome i słabowidzące uczą się w integracji z dziećmi bez dysfunkcji wzrokowych.

W roku 2007 zakończyłam dwuletnie studia podyplomowe w Akademii Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej w Warszawie na kierunku tyflopedagogika. Od tego czasu oprócz bycia nauczycielem pełniłam również funkcję tyflopedagoga. Cały ten czas starałam się poszerzać horyzonty w tym zakresie uczestnicząc w szkoleniach, warsztatach w ośrodkach szkolno- wychowawczych takich jak : OSW im. Louisa Braille’a w Bydgoszczy czy w Owińskach, Sobieszewie.  Kolejnym krokiem były narodziny drugiej córki w roku 2008, któr, jak się później okazało, była dzieckiem niedowidzącym. Jeździłam z nią na terapie do ortoptystki i widząc jak można pomagać dalej  w zakresie dysfunkcji wzroku podjęłam nowe wyzwanie. W roku 2017 zakończyłam dwuletnie studium medyczne kierunek ortoptystyka.