edukacja domowa

Edukacja domowa w pytaniach i odpowiedziach

Zawsze, gdy wzrasta ilość rozmów dotyczących edukacji domowej, piszę post, w którym zawieram odpowiedzi na najczęstsze pytania. Widać rodzice obawiają się powrotu zdalnej albo hybrydowej szkoły. Zewsząd płyną plotki o czwartej fali i trzeciej dawce szczepionek. To skłania do działania tych, którzy się wahali żeby przejść na edukację domową.

Edukacja domowa, to taka forma edukacji, w której dzieci nie chodzą do szkoły. Zdają egzamin (wczesnoszkolne ogólny + angielski, a potem z obowiązkowych przedmiotów, np. czwartoklasista z polskiego, matematyki, angielskiego, przyrody, historii, informatyki). Egzaminy zdaje się w wybranych terminach. Do końca roku szkolnego wszystko powinno być zaliczone. Dzieci przygotowują się do testów jednocześnie z wszystkich przedmiotów i zdają je wiosną. Czasem zdają w każdym miesiącu po jednym egzaminie (my tak robimy, że zdajemy w listopadzie pierwszy, potem grudzień, itp.).

Odpowiedzialność za zaliczenie klasy spoczywa na rodzicach. We współpracy ze szkołą.

Edukacja domowa – wasze pytania – moje odpowiedzi

O tę właśnie odpowiedzialność ostatnio mnie pytaliście.

✅ Czy nie boję się, że nie dam rady nauczyć wszystkiego?

✅ Czy nie boję się, że dzieci nie będą się uczyć?

✅ Czy nie boję się, że dzieci będą leniwe?

✅ Czy nie boję się, że dzieci oderwane od codziennej presji, wyścigu szczurów, złośliwości i paru innych negatywnych zjawisk występujących w szkole poradzą sobie w życiu?

✅ Czy dzieci samodzielnie wybrały Edukację Domową, czy my narzuciliśmy im ten wybór?

Po kolei.

✅ Czy nie boję się, że nie dam rady nauczyć wszystkiego?

Integracji sensorycznej

Nie boję się. Cała wiedza potrzebna do zaliczenia egzaminu zawiera się w przekazanych przez szkołę podręcznikach. Zagadnienia do nauczenia są znane. Zatem dzieci muszą tę wiedzę wyszukać i poznać. Jeżeli jakieś zagadnienie jest za trudne lub niezrozumiałe, to wspólnie je rozszyfrowujemy i uczymy się. Jeżeli mimo to pojawiłaby się trudność, zasięgnę porady w innych książkach, filmach, internecie. W przyszłości, przy trudniejszych przedmiotach skorzystam z pomocy np. nauczycieli w szkole (którzy prowadzą przygotowanie do egzaminu) lub skorzystam z pomocy nauczyciela lokalnego. Być może sobie poradzimy bez tej pomocy. Tego jeszcze nie wiem. Na razie wystarczają rodzice i podręczniki.

✅ Czy nie boję się, że dzieci nie będą się uczyć?

Nie widzę związku z edukacją domową. Jeżeli dzieci mają się buntować, to zrobią to i w ED i w szkole. Dzieciaki muszą zdawać sobie sprawę, że w każdej chwili mogą iść do szkoły (i to w tym sensie pozytywnym jak i negatywnym). Dla mnie nie ma problemu – mogą wstawać codziennie i iść na lekcje. Buduję w nich świadomość wyboru. Jeżeli np. pójdą do szkoły będą zmuszone zrezygnować z takiej ilości wyjazdów jaką mamy dotychczas. Z wysypiania się. Widzą ile rówieśnicy mają roboty, o której godzinie wracają ze szkoły, o której idą spać. Nie zakładam również, że zawsze i z każdego przedmiotu będą mieć piątki.

Bądźcie jednak świadomi – w szkole dzieci ze wszystkich przedmiotów uczą się o wielu szczegółów za dużo. Mają też mnóstwo zadań dodatkowych, które wypełniają lekcje. W edukacji domowej tego nie ma. Uczysz się bardzo konkretnej treści. Zdajesz egzamin i idziemy dalej. Jest o wiele prościej.

✅ Czy nie boję się, że dzieci będą leniwe?

Nie. Znów nie widzę związku pomiędzy lenistwem a szkołą lub edukacją domową. Dzieci stają się leniwe z innych powodów niż brak szkoły i codziennego wstawania. Uczyć się (i pracować zresztą też) trzeba mądrze, a nie dużo. Potem można już odpoczywać.

✅ Czy nie boję się, że dzieci oderwane od codziennej presji, wyścigu szczurów, złośliwości i paru innych negatywnych zjawisk występujących w szkole poradzą sobie w życiu?

Hmmm…. czy trzeba przejść przez patologiczny związek by cieszyć się miłością? Czy trzeba mieć długi by cieszyć się potem bogactwem? Czy trzeba być wyzywanym, by być asertywnym? W tym miejscu polecę książkę „Insight” Michała Pasterskiego. Znajdziecie tam dobrą odpowiedź na te pytania. I jeszcze jedno… może nasze podróże, te mniejsze i te większe uczą ich więcej? Różnych języków, kultury? Religii? Widzą dzieci pracujące, biedne, bogate. Sama wiele się uczę obserwując np. salony optyczne w krajach, do których jeżdżę. Sama doceniam nad wyraz to co mam, gdy jestem trochę bardziej na wschodzie. Może też indywidualne i projektowe podejście do zdawania egzaminów da im więcej niż presja i wymagania nauczyciela? Ostatecznie nie wiem jaki będzie efekt. Ale czy rodzice dzieci chodzących do szkół wiedzą?

✅ Czy dzieci samodzielnie wybrały Edukację Domową, czy my narzuciliśmy im ten wybór?

Odwracam pytanie — czy dzieci chodzące do szkół same je wybrały (odrzucając edukację domową), czy rodzice narzucili im ten wybór? Oczywiście, że bierzemy ich zdanie pod uwagę, ale ostatecznie chyba rodzice decydują. Prawda? (Drodzy rodzice dzieci systemowych – jak jest?)

Teraz – w końcówce lipca – my nie myślimy o szkole. Dla nas wakacje trwają od około połowy maja (zaliczamy ostatni egzamin), do końca września. W październiku (tak średnio od połowy, jak robi się zimno) zaczynamy pracę 🙂🙂🙂

Co robimy w czasie wolnym ? Czerwiec i wrzesień przeznaczamy na podróżowanie (poza sezonem ) Lipiec i sierpień podróżujemy lokalnie (tak do 300 km, wypadowo) – kajaki, baseny, jeziora, miasta… albo jesteśmy w domu.

Nie kupuję wyprawki – dzieciaki kupują na bieżąco wszystko. Nie kupuję nowych ubrań i butów na wrzesień i nie chodzę na zebrania.

Czasem pytacie mnie o stres. Czy się denerwuję, że coś wyjdzie, czy zdążymy przed egzaminem, czy na pewno dobrze wybraliśmy. Powiem szczerze, że nie analizuję tak bardzo dogłębnie wszystkich możliwych scenariuszy. Jednak to chyba wynika z faktu, że podejmuję na co dzień tak dużo różnych decyzji, które mogą mieć najróżniejsze konsekwencje, że nie analizuję i nie martwię się tym na co nie mam wpływu. Edukacja domowa daje wolność, więc jeżeli wolisz bezpieczeństwo i przewidywalność to wybierz szkołę systemową. Nie ma w tym nic złego. Wolność daje możliwość wyboru, ale też większą odpowiedzialność. Koło się zamyka.

PS Jeszcze jedno skojarzenie mi się nasunęło – gdy poczujesz całym sobą plusy własnej działalności, to nigdy nie wrócisz do systemowej pracy. Jednak firma to też ogromny wysiłek. Sam planujesz, sam delegujesz, sam wykonujesz i kontrolujesz. Ale też jesteś głównym konsumentem 😉 Niektórzy przedsiębiorcy nawet wskazują, że ich główną motywacją w kryzysie było… nigdy nie wrócić na etat 😃Może coś w tym jest. I cały czas kręcimy się dookoła wolności, wyboru, odpowiedzialności, bezpieczeństwa, planowania.